…a o pieniądzach mówmy jak dorośli.
I to mądrzy, świadomi, kulturalni dorośli. Wcale nie w terminach ekonomicznych, ani nie o wydatkach tylko „na poważne sprawy”, ale z odpowiedzialnością za słowo, szczerością wobec siebie, uczciwie i po partnersku. Najlepiej bez wykrętów, bez wstydu i fałszywej skromności, ale i bez chełpliwości.
Pieniądze jako rekwizyt społeczny
Do napisania tego artykułu zainspirował mnie kolejny, świetny, życiowy odcinek podcastu Doroty Sierakowskiej – na temat finansów towarzyskich. Autorka opowiada o kilku kontekstach, w jakich pieniądze towarzyszą naszym relacjom, podpowiada jak planować pod względem finansowym aktywności, w które angażujemy się z przyjaciółmi i znajomymi oraz jak mówić o pieniądzach.
Nie jest tak, że bez pieniędzy nie możemy podtrzymywać relacji lub spędzać czasu z bliskimi w atrakcyjny sposób. Z pewnością jednak finanse, jakimi dysponujemy, częściowo warunkują nasz styl życia. Poszerzają lub zawężają wachlarz możliwości, które mamy do wyboru – sami i w towarzystwie przyjaciół.
Swoboda zorganizowania spontanicznego city breaka, urodzinowego wypadu do parku trampolin, wieczornego seansu kinowego to możliwości bezpośrednio związane z finansami. Zapewniają atrakcje, dają szansę zacieśniania więzi, tworzą świetne wspólne wspomnienia – ale wymagają pieniędzy. W tym sensie moża rozważać je jako narzędzie wspierające budowanie relacji. Ale równie dobrze, a może i łatwiej – mogą one te relacje poważnie nadszarpnąć albo nawet doprowadzić do ich zerwania.
Odwaga cywilna
Znam tylko jedną historię o tym, jak człowiek, który pożyczył pieniądze od znajomego, zadzwonił po kilku miesiącach z informacją, że nie jest w stanie ich oddać i nie wie, kiedy będzie mógł to zrobić. Zdecydowaną większość opowieści na temat koleżeńskich „chwilówek” można by z powodzeniem opatrzyć morałem: „Dobry zwyczaj, nie pożyczaj”. Ludzie z długami u rodziny, znajomych i przyjaciół często sami zamykają się w potrzasku. W razie trudności ze spłatą nie podejmują tematu wprost, nie szukają rozwiązań pośrednich. Raczej ograniczają kontakt, z czasem zrywają go, temat pożyczki uznają za niebyły – być może założywszy, że jest on na tyle krępujący, że druga strona nie zdecyduje się go poruszyć.
O pieniądzach mówimy zdecydowanie zbyt rzadko. I zbyt często w negatywnym kontekście: albo narzekania, jak przeciekają przez palce, albo jak nam ich brakuje, albo przeciwnie – na co pozwalają, jak dobrze móc nimi szastać, co z kolei łatwo może wyprowadzić z równowagi słuchaczy. Mówieniu o pieniądzach w ogóle towarzyszy szeroka gama trudnych emocji.
Kultura finansowa
Najbardziej podziwiam osoby, które, niezależnie od tego, ile faktycznie mają, mają wystarczająco. To znaczy: może i nie mają, ale ja nie mam szansy się o tym dowiedzieć, bo nie narzekają. I nie biegają za pieniędzmi z wywieszonym językiem.
Miewają za to często rzeczy dobrej jakości, ale bez ostentacyjnych marek. To co niszowe cenią często bardziej niż to co drogie, rozpieszczają samych siebie zamiast paść cudze oko. Jest też wśród nich widoczna nadreprezentacja minimalistów, niekoniecznie w sensie estetycznym, ale w sensie potrzeb i stanu posiadania. Rzeczy, które mają, często wymagają długich miesięcy odkładania pieniędzy – ale tego też nie dowiaduje się otoczenie, ponieważ na zewnątrz widać tylko błysk w ich oczach, nieco dumy, gdy ktoś doceni ich gust i zadowolenie, a czasem radość obcowania z rzeczami, które lubią.
To, co jednak cenię w ludziach tej odmiany najbardziej, to fakt, że nie potępiają i nie krytykują innych postaw wobec pieniędzy. I ludzi w innych sytuacjach życiowych. Ani tych rozrzutnych, ani wiecznie narzekających, ani zaślepionych pieniędzmi tak, że życie przecieka im między palcami. Pozostają ciekawi i otwarci, o sobie i swoich przemyśleniach opowiadają tylko zapytani. Szkoda, bo akurat oni mogliby opowiadać więcej. I kształtować narracje na temat pieniędzy czy dóbr materialnych. Nie z perspektywy porównywania się (w tym akurat wypadku nieważne, czy z sobą, czy z innymi), tylko z pozycji otwartości i akceptacji.
Finansowa szczerość
Trudno jest przyznać się, że na coś nie możemy sobie pozwolić. Dorota Sierakowska podsuwa słuchaczom szereg wymówek i ćwiczeń mentalnych, które mają takie wyznanie ułatwić. Warto jednak pamiętać, że oprócz szczerości mówienia o pieniądzach, rozpaczliwie wprost brakuje nam w tych pierwszych próbach mówienia o pieniądzach – asertywności. Takiej w rozumieniu poszanowania granic własnych i cudzych.
Z tego względu na propozycje, które kłócą się z naszymi założeniami budżetowymi jak najczęściej powinniśmy ćwiczyć głośne mówienie „Nie kupię tego” lub „Nie chcę wydać na to tyle pieniędzy”, bez żadnych wymówek, uzasadnień i usprawiedliwień. Nawet jeśli jakaś część nas krzyczy w środku: „A właśnie, że bardzo chcę, tylko nie mogę!”, pozostańmy wierni sobie, tej części własnej woli i rozumu, który podjął jednak brawurową decyzję o tym, by zamiast weekendu nad morzem zainwestować w to, co długotrwale dla nas lepsze. Nawet jeśli tym lepszym jest chwilowo „tylko” poczucie, że nareszcie spokojnie wystarczy nam do końca miesiąca. To w końcu nasza decyzja. A trudno lepiej okazać szacunek samemu sobie niż stając, głośno i wyraźnie po swojej stronie.


