Grzeczne czy niegrzeczne?

grzeczne czy niegrzeczne

To co w jednych okolicznościach jest przejawem grzeczności, w innych może być arogancją lub faux pas.

Należy już do wiedzy ogólnej fakt, że to, co „wypada” przy stole w jednym kraju, w innym nie ujdzie nawet przy najlepszej woli współbiesiadników. Chińskie wyrazy uznania dla gospodarzy, którzy uraczyli nas pysznościami, w Polsce będą, delikatnie mówiąc, niemile widziane. Nawet poziom „wyczyszczenia” talerza ma swój grzecznościowy kod – ale wcale nie oczywisty – i pozostawienie niedojedzonych resztek będzie odczytywane różnie w zależności od kraju.

Tyleż powszechna…

Grzeczność nie jest uniwersalna. Różni się w zależności od szerokości geograficznej, uwarunkowań społeczno-kulturowych, zmienia się z czasem, miewa bardziej i mniej formalne odmiany… Jest to bardzo złożony system komunikacji, nie dość, że realizowany różnymi sposobami, to jeszcze nastawiony na osiąganie różnorodnych celów. Zachowaniami grzecznościowymi budujemy wspólnotę lub podkreślamy hierarchię, okazujemy troskę, różnicujemy okazywane innym przywileje, zaznaczamy swój status względem drugiej osoby, ale i swoją postawę wobec niej, i wiele, wiele innych. To dlatego tak dużo znamy odmian systemów grzecznościowych, czasem diametralnie różniących się od siebie.

Etykieta akademicka, musztra wojskowa, przedszkolna kindersztuba, kodeks zachowań morskich czy protokół dyplomatyczny – to tylko kilka z najpopularniejszych podsystemów grzecznościowych. I to tych oficjalnych, znanych i obecnych w zbiorowej świadomości.

…co powszednia

Ale to wcale nie najczęściej stosowane odmiany grzeczności; o wiele częściej możemy zetknąć się z tymi, które przydatne są na co dzień. Te jednak rzadziej są opisywane, nie mają szczególnych nazw i raczej się nad nimi specjalnie nie zastanawiamy. Wykorzystujemy je jednak na co dzień, aby usprawnić porozumiewanie się z innymi, aby lepiej wpasować się w środowisko, w którym akurat przebywamy. Albo by okazać komuś zwykłą, codzienną uprzejmość czy życzliwość – tak po prostu, bez okazji i nadmiernej ceremonialności.

Te zachowania grzecznościowe to często drobne automatyzmy, którym nie poświęca się wcale uwagi. Stosuje się je z nawyku, bo tak nas nauczono lub dlatego, że „wszyscy tak robią”. „Dzień dobry” po wejściu do sklepu, nawet do nieznanej nam sprzedawczyni, uśmiech posłany sąsiadce, znanej tylko z widzenia, przytrzymanie drzwi osobie prowadzącej wózek z dzieckiem albo przepuszczenie kogoś starszego w drzwiach. Słowa i czyny odruchowe, ale działające jak smar w codziennych kontaktach z ludźmi.

Specjalnego przeznaczenia

Są jednak i takie zachowania, których grzecznościowy charakter jest zakodowany. Ich właściwe odczytanie jest możliwe tylko w określonym kontekście, na przykład w szczególnym czasie lub w otoczeniu osób przynależnych do hermetycznego środowiska. Bez tej niezbędnej otoczki mogą przysporzyć niejednemu niezłych problemów. Podpowiedzią „a może większy rozmiar?” można przecież albo wywołać wdzięczność, albo zarobić focha. To pierwsze czeka nadawcę w wypadku szczerej, życzliwej podpowiedzi w przymierzalni. Drugie – gdy jest to szydercza reakcja na czyjś widok.

Ekstremalny przypadek to komplementy, tak przynależne do konkretnego kontekstu, że poza nim wydają się karykaturą komplementu. „Ale poślad!” przyjmie się raczej tylko na siłowni i to wśród bardziej zagorzałych wyznawców kultu aktywności fizycznej. To zachowanie grzecznościowe o bardzo wąskim wachlarzu zastosowań.

Ale bywa i odwrotnie. Wydawałoby się, że w zwrocie „proszę pana” dopatrzeć się można jedynie uprzejmości i szacunku, tak jest powszechny i uniwersalny. Tymczasem w kontakcie z osobą duchowną, jeżeli jest to zachowanie intencjonalne, uchodzi za nietaktowne. Neguje bowiem stan duchowny adresata, odmienny od świeckiego, wyrażanego właśnie zwrotem „proszę pana”.

Co z tego wszystkiego wynika?

Po pierwsze: warto wdrażać się w zwyczaje konkretnej grupy, kultury czy środowiska. Niektóre zasady współbycia z innymi mogą okazać się naprawdę zaskakujące. A co z tego wynika – po drugie: nie warto od razu komentować, ani nawet wyrabiać sobie żelaznej opinii na dany temat, zanim nie poznamy szerszego kontekstu.

Wykrzyknienie „oj, stara” niekoniecznie musi być obelgą. Zanim staniemy w obronie tak nazwanej niewiasty, lepiej się upewnić, czy nie jest to przypadkiem – fakt, rubaszny – ale jednak poufały wyraz akceptacji i przynależności do grupy bliskich znajomych. A to, że „taki język” razi Cię w uszy, oznacza tylko jedno: prawdopodobnie to nie ty masz ten komunikat odkodować.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Follow by Email
Facebook
Facebook
LinkedIn