Zauważyliście, że te popularne dwa słowa stosujemy też w kilku innych celach, nie tylko jako przywitanie?
Oczywiście to ono było pierwotnie główną funkcją „dzień dobry”. Słowa niczym zaklęcie, otwierające interakcję, zwracające uwagę adresata lub adresatów na nowo przybyłego, odzywającego się po raz pierwszy. Sposób zaakcentowania, że widzimy się tego dnia (a może i tego roku) po raz pierwszy, otwieramy nowy rozdział naszej historii pisanej rozmowami. „Dzień dobry” to początkowy znacznik tzw. nawiasu grzecznościowego, którym obejmujemy nasze interakcje z innymi. Może być nim też „cześć”, „siema” lub „Ania?! Kopę lat”. Nawias grzecznościowy zamyka zwrot pożegnalny, symetryczny w zakresie stopnia formalności. „Do widzenia” pasuje do „dzień dobry”, „No to pa” domknie rozmowę rozpoczętą przy pomocy „cześć” itd.
Uniwersalne przywitanie
Sposobów powitania w języku polskim (i nie tylko) mamy co najmniej kilkanaście, ale „dzień dobry” jest o tyle wyjątkowe, że stanowi pewną uniwersalną normę. Jest to mianowicie najbardziej stosowny sposób witania się z nieznanymi, dorosłymi osobami, albo z takimi, które już znamy, ale nasze relacje pozostają formalne. „Dzień dobry” może być też familiarne, serdeczne. Staje się cieplejsze, gdy zmiękczamy je pieszczotliwym wołaczem w relacjach rodzinnych lub partnerskich: „Dzień dobry, kochanie”, „Dzień dobry skarbie”.
Jest tu kto?
Ale nie tylko w celu zaakcentowania początku rozmowy mówimy „dzień dobry”. Warto zwrócić uwagę na jego funkcję przywoławczą, informującą o tym, że już jesteśmy. Dzieje się to wtedy, gdy przychodzimy do pustego urzędu, w okienku nie ma nikogo, albo zaglądamy do sklepiku, a sprzedawca najwyraźniej wyszedł na moment na zaplecze. Pierwsze „dzień dobry” mówimy zapewne z automatu, wierząc, że doczekamy się zwyczajowej odpowiedzi. Drugie z kolei będzie już jednak inne, z przeciągniętymi samogłoskami: „dzień dooobry”. To już nie powitanie, to sposób na przywołanie tego, z czyich usług chcemy skorzystać. Nie ma go/jej na posterunku, ale liczymy na to, że wypełni obowiązek grzecznościowy w postaci odpowiedzi na nasze „dzień dobry”, szybko wracając do nas z zaplecza.
Może by tak grzeczniej?
Gdyby konieczne było w tej sytuacji powtórzenie „dzień dobry” po raz trzeci, najprawdopodobniej byłoby to już chłodne i wyniosłe „dzień dobry”. Tak wyrażamy pretensję, okazujemy, że nas urażono, że nie okazano nam szacunku. Tak brzmi „dzień dobry”, gdy ktoś oczekujący zwyczajowego powitania od interlokutora decyduje się sam wypowiedzieć je pierwszy. Akcentujemy w ten sposób fakt, że sytuacja komunikacyjna nie przebiega tak, jak tego oczekiwaliśmy. Bywa, że takie „dzień dobry” niesie z sobą zamiar nauczenia drugiej osoby, jak należało się zachować. Ukrytą instrukcję: „zobacz, jak się to robi”. Wypowiedziane z akcentem na drugim słowie, z przyciskiem i znaczącym spojrzeniem ma wyrazić nasze rozczarowanie, a w warstwie werbalnej wskazać rozmówcy, jak należało się zachować.
Taki sposób uczenia może być akurat mało skuteczny, lepiej pozostawić swoje „dzień dobry” w tonie życzliwym i pogodnym. A to chłodne, mało grzeczne w istocie, zostawmy sobie na najtrudniejsze, stresujące sytuacje, gdy niewiele już jest do stracenia. Pozwoli przynajmniej okazać, jak bardzo jesteśmy opanowani i zdystansowani.


