Podziękowania w biznesie. Komu, za co, po co?

profesjonalne podziękowania

Mam nadzieję, że nie należysz do osób, które proste słowa grzecznościowe, takie jak “dziękuję”, traktują jak rzadki surowiec. Wyznaczają sobie miesięczny limit ich użycia, albo bardzo drogo wyceniają.

Dawno, dawno temu

– Anka, mogę ci zabrać chwilę? – spytała Najlepsza Z Szefowych, w czasach mojej wymarzonej pracy w jednej z redakcji „Gazety Wyborczej”.

– Pewnie – przerwałam pisanie.

– Minął twój pierwszy miesiąc u nas i chciałam ci powiedzieć, że świetnie ci idzie. Dobrze piszesz, szybko się uczysz, masz fajne tematy. Chciałam ci też podziękować za zaangażowanie. Po prostu… tak trzymaj.

I zniknęła za ścianką mojego boksu, wracając do pulpitu z makietą dzisiejszego wydania. A ja wychyliłam się za nią, próbując w jej plecach wyczytać, co to za dzień dobroci dla reporterów.

Oj, jak dawno to było! A mimo to pamiętam, że aż zaniemówiłam z wrażenia. A następnie poszłam na kawę do agorowej stołówki, żeby pomogła przywołać mi wszystkie dobre pomysły na pisany właśnie reportaż, które w sekundę wywietrzały mi z głowy. Kawa, nie stołówka. Zadzwoniłam też do M.

– Podziękowali mi! – wysapałam zadowolona, gdy tylko odebrał.

– Eee, to z czego się tak cieszysz?

– Nie, Edyta mi podziękowała! Za pierwszy miesiąc pracy, i jeszcze mnie pochwaliła. I kazała tak trzymać. To moja wymarzona redakcja, nie spodziewałam się tak szybko tylu dobrych słów!

– E tam, nic dziwnego. Po prostu ty jesteś dobra, a Edyta jest mądra.

Cenna lekcja

Oczywiście sama też wtedy uważałam, że jest mądra. Ale tak naprawdę dopiero po wielu latach, kiedy porządnie się już wgryzłam w tajemnice międzyludzkiej komunikacji, zrozumiałam jak bardzo mądra była.

Przesadzam nieco, oczywiście, celowo z opisem mojej reakcji. Ale jedno nie ulega wątpliwości: przez cały kolejny miesiąc biegałam za tematami jak na skrzydłach. A opowieści same do mnie przychodziły i zgrabnie wskakiwały na papier. Ot, siła dobrze prowadzonej motywacji, która pozwala góry przenosić. To była dla mnie cenna lekcja i jeżeli czasem zdarza mi się zapomnieć o czymś w odniesieniu do współpracowników albo podwładnych, to na pewno nie o pochwale i podziękowaniu.

Po latach, patrząc z nieco innej pozycji, nadal – a może jeszcze bardziej – doceniam siłę takich elementów informacji zwrotnej jak podziękowania w biznesie. Każdorazowo dziękuję Klientowi za współpracę, nawet jeżeli nie rokuje ona perspektyw na przyszłość. Dziękuję za każde „pójście mi na rękę” w kwestii formalności, za którymi nie przepadam. Dziękuję uczestnikom szkoleń i coachingów za ich zaangażowanie i wkład w spotkanie. Zawsze dziękuję podwykonawcom (i przeraża mnie zasłyszana kilkakrotnie opinia, że przecież pracują za kasę, więc za co tu dziękować). Dziękuję studentom za kolejny, inspirujący semestr i pytania, na które odpowiedzi musiałam dopiero poszukać.

Korona Ci z głowy nie spadnie

„Dziękuję” to jedno z tych słów, których uczymy uparcie dzieci i wbijamy im na sztywno listę sytuacji, w których powinno paść. Jest to wyraz wdzięczności dla drugiej osoby za to, że w jakiś sposób ułatwiła nam życie, albo uczyniła przyjemniejszym jakąś część pracy. Może to dlatego istnieje spora grupa profesjonalistów, którzy uważają, że w życiu zawodowym nie ma miejsca dla słowa „dziękuję” oraz dla kilku mu podobnych. W końcu zapłatą za pracę jest pensja, za usługę – opłacona faktura, a za staż – dobre referencje. Poza tym czas takich osób jest przecież zbyt cenny, a oni sami nie są od tego, żeby „dbać o dobry nastrój personelu”.

To pułapka myślowa często towarzysząca tzw. twardemu stylowi zarządzania, która tylko pozornie oszczędza nasz czas i chroni przed rozmienianiem się na drobne. Każde podziękowanie w biznesie motywuje, czy to pracownika, czy partnera, czy podwykonawcę. A nawet Klienta. Każde „dziękuję” świadczy o naszej kulturze osobistej i biznesowej, pozostawia po sobie dobre wrażenie i tworzy nasz wizerunek jako osoby umiejącej z klasą zamknąć sprawę. Niezależnie od tego, czy będzie to zakończone sukcesem zlecenie czy nieudana współpraca. Każda taka sytuacja, jeżeli nasze intencje są szczere, jest istotnym krokiem do budowania długotrwałych, dobrych relacji.

Jeśli czujesz, że nie warto

Jeżeli to, co powyżej, Cię nie przekonuje, to mogę Ci jeszcze zdradzić pewną nieoczywistą właściwość aktów wyrażających wdzięczność (podziękowań) w biznesie. Otóż każde „dziękuję” ma w sobie pewien zaszyty mechanizm zwrotny, co wynika wprost z praktycznego zastosowania teorii wpływu społecznego. O kimś, kto nam podziękował, chcąc nie chcąc myślimy lepiej. Ach, może nie obchodzi Cię, co o Tobie myśli „personel”? No to pamiętaj przynajmniej, że podziękowanie wyzwala pewien rodzaj wdzięczności dla osoby dziękującej. Motywuje też do dalszego postępowania tak, aby na tego typu podziękowania „zasłużyć”. Tak jesteśmy skonstruowani, aby dbać o konsekwencję w kształtowaniu własnego obrazu samych siebie. Przekalkuluj, może jednak się opłaca.

A tak poważnie: bardzo daleka jestem od traktowania uprzejmości, także biznesowej, w sposób instrumentalny, i Tobie też to odradzam. Chcę jednak pokazać, że wszelkie zachowania grzecznościowe i zasady, o których piszę i mówię, doczekały się w naszych czasach licznych dowodów na gruncie psychologii i socjologii. Mam nadzieję, że Ci one niepotrzebne, bo należysz do tych osób, które korzyści z kulturalnego zachowania się dostrzegają na co dzień, gołym okiem, na każdym kroku. Ale jeśli jeszcze masz co do nich wątpliwości, to od czegoś w końcu trzeba zacząć.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Follow by Email
Facebook
Facebook
LinkedIn