A gdyby tak mówić o własnej grzeczności?

A gdyby tak mówić o własnej grzeczności?

Wbrew pozorom, wcale nie zachęcam do chwalenia się tym, jacy jesteśmy kulturalni i wspaniali. Chociaż to byłby całkiem niezły powód.

Pisałam już nieco na temat niewerbalnej strony uprzejmości i dobrych manier. Przecież wyburczane „dzień dobry” może być co najmniej tyleż niegrzeczne, co „siema, stary” serdeczne i przyjazne – niemal wszystko zależy od tego, co poza słowami. Zresztą, o tym, że komunikujemy się głównie pozasłownie, nikogo przekonywać nie trzeba. No właśnie, a może słowa całkiem sobie darować?

Nie tylko utarte formułki

Zwerbalizowana grzeczność kojarzy się zazwyczaj z grzecznościowymi formułami, zwrotami grzecznościowymi i interakcyjnymi aktami mowy, takimi jak przeproszenia, życzenia czy podziękowania. Gdyby ktoś nas zapytał, tak jak mamy to w zwyczaju w obliczu kontaktu z nieznanym językiem obcym: „Powiedz coś grzecznie”, odpowiedzi byłyby pewnie przewidywalne. „Dzień dobry pani”, „Jak ładnie dziś wyglądasz”, „Bardzo ci dziękuję za pomoc”, „Chciałbym prosić cię o szklankę herbaty”.

Sztywno? No właśnie. Usztywniamy się przecież najczęściej wtedy, gdy mamy coś zaprezentować, a chcemy wypaść jak najlepiej. Spróbujcie zrobić ankietę na powyższy temat, a gwarantuję osobliwy zbiór powiedzonek rodem z XIX-wiecznej powieści. Zbiór odpowiedzi przegrzecznionych, aspirujących i niestosowanych w naszym codziennym życiu i w grzeczności na co dzień i od święta. Nie przesadzam, trochę tego typu eksperymentów mam za sobą i od lat dają podobne wyniki. Próby werbalizacji grzeczności na życzenie wypadają po prostu przekomicznie.

No to po co się czepiam?

Bo to tak boli, że gdy myślimy o uprzejmości, sięgamy po instrukcje jedzenia bezy, sprawdzamy kąt nachylenia dłoni podanej do uścisku i zestaw zasad z protokołu dyplomatycznego! Nie, żeby było w nich coś złego. Po prostu kulturoznawczy umysł się we mnie burzy, jak wiele cennej różnorodności odsuwamy na bok, skupiając się na tak drobnym wycinku kultury osobistej, który określamy czasem tyleż potocznie, co ironicznie „ą ę”.

Bo przecież i lekkie „dzięki”, i pospieszne: „pa!”, i „sory”, a nawet „ale sztos” mogą być świetnymi sposobami na wyrażenie uprzejmości. Dużo zależy od sytuacji i relacji, która łączy nas z adresatem takich słów. Ale, naprawdę, większość słów, których używamy na co dzień, ma duży potencjał uprzejmościowy. A nawet więcej: taki potencjał ma sam fakt werbalnego komunikowania się ludzi, co wynika bezpośrednio z fatycznej funkcji języka.

Mówiąc w skrócie, to ta z funkcjonalności naszego mówienia (poza przekazywaniem informacji, bawieniem czy wyrażaniem emocji), która umożliwia nam pozostanie w kontakcie z rozmówcą, albo wywołanie jego reakcji. To dlatego wypowiadamy słowa powitania czy pożegnania, choć informacyjnie wzbogacają one rozmowę w stopniu nikłym. I dlatego upewniamy się przez telefon: „Halo, słyszysz mnie?”, a poirytowani brakiem odpowiedzi mruczymy, niby do siebie: „To se pogadałem”.

Znajdź właściwe słowa

I do brzegu, czyli postulat właściwy: grzeczność niewerbalną warto obudować:) Czyli: także zwerbalizować grzeczność. Pięknie z Twojej strony, gdy ustępujesz miejsca w metrze osobie starszej lub bardziej potrzebującej. Ale do kultury w wersji premium brakuje jeszcze: uśmiechu i „Proszę, niech pani usiądzie”. Za cierpliwe przytrzymanie drzwi obładowana matka z wózkiem z pewnością będzie wdzięczna. Ale, aby pomyślała o Tobie jako o przemiłym sąsiedzie, musisz dorzucić w pakiecie: „To może ja pani przytrzymam”. Albo „Uf, udało się”, gdy rzeczywiście uda Ci się powstrzymać zamykające się przed jej nosem drzwi windy.

Nic skomplikowanego, prawda, taka zwerbalizowana grzeczność? I, co ciekawsze, przyznaj: nic sztywnego, wyuczonego ani etykietalnego. Ot, zwykłe wzbogacenie uprzejmego zachowania jego… opisem. Czasem nawet jednozdaniowym. Albo ledwie otwarciem ust, które moja Promotor i Mentorka nazywa „grzecznościowym szmerem”. Bo nie w modnym storytellingu albo w poczciwym darze wymowy tkwi sekret. Tylko w tym wyjątkowym, właściwym jedynie ludziom porozumieniu, które nawiązujemy, posługując się językiem. Przekazując drugiej osobie w darze nasze słowa, jedyne takie i niepowtarzalne, bo nigdy już nie zdołamy wypowiedzieć ich dokładnie tak samo, w tym samym miejscu i czasie. Warto wykorzystać taką szansę.

Czyń więc grzecznie i mów o tym, śmiało!

Please follow and like us:

Follow by Email
Facebook
Facebook
LinkedIn