Mój syn, moja duma

grzeczność dziecięca

…albo „szewc bez butów chodzi”.

– Dziękuję pani – rzekł uprzejmie mój dwuletni wówczas syn miłej pasażerce metra, która przesunęła się, robiąc dla nas miejsce.

– Proszę bardzo, jaki ty jesteś dobrze wychowany – odpowiedziała pani.

Na co mój młody, nie dosłyszawszy:

– Co ona gada, mamo?

Spalić się ze wstydu?

Na szczęście nie ma potrzeby. To jedynie przykład na to, w jaki sposób dzieci uczą się dorosłych zachowań. I jak wyglądają ich pierwsze kroki w praktycznym wprowadzaniu „grzeczności” do użycia. Nauka uprzejmego mówienia, obcowania z innymi, życzliwości, wszystkie te próby dziecięcej grzeczności. Pisałam już nieraz, że najmłodsi uczą się nie poprzez wtłaczanie do głów teorii, nie przez mądre książki, ani nie w wyniku usłyszanego tysiąc razy „podziękuj pani”. Ich absolutnie oryginalny i szczery styl komunikacji wynika z… naśladowania. Mądrze zwanego w psychologii modelowaniem.

Na pewno jest się czym chwalić?;)

Zachowanie mojego syna i jego wersja dziecięcej grzeczności wynikały z tego, że jest moim synem, czyli naśladuje mnie i drugiego Rodzica:) Tak, nie ma co kryć. I wcale nie robię tu jakiegoś coming outu w rodzaju „uwaga, spoiler! I mnie się zdarza brak dobrych manier!” (na to przyjdzie jeszcze czas). Chodzi o to, że dzieci obserwują. Słuchają, przyswajają, kodują. A potem przetwarzają. Ale tylko to, co potrafią, co umieją zinterpretować. W sobie tylko właściwy, unikalny sposób, z dużym wyczuciem kontekstu i z intuicją gramatyczną, która sprawia, że językowe umiejętności dwulatków wydają nam się zadziwiające, bo takie dorosłe.

Mimo to jednak nie są w stanie zaobserwować (i powtórzyć) wszystkiego. Obce jest im pojęcie interakcyjności, gry grzecznościowej. Trudno im wyjaśnić, co to jest komplement. Że przeprasza się nie tylko po to, żeby uniknąć kary, a niektóre komunikaty są przeznaczone tylko dla jednych uszu, a dla innych nie. Komunikacja werbalna i niewerbalna bywają niespójne (jakby u dorosłych nie bywały;), a dziecięca grzeczność niekonsekwentna i ulotna. I najlepsze: dziecięce intencje zawsze są szczere. Do pewnego wieku chodzi im o to, o co im chodzi („Jesteś taki posłuszny tylko dlatego, że chcesz kolejną bajkę?”, „Tak, mamusiu”). Tak jak mojemu dwulatkowi chodziło o to, żeby się dowiedzieć, czego nie usłyszał. A nie o to, żeby zademonstrować, jaki to olbrzym na glinianych nogach, całe to jego dobre wychowanie.

Rodzinne tajemnice

Dzieci dość dobrze wyczuwają kontekst i znaczenie. Chętnie powtarzają (tym chętniej, im bardziej wyraźnie reagujemy w nietypowy sposób na to co mówią, np. zażenowaniem czy przestrachem), czasem jednak zdarza im się nie trafić. Nie rozumieją żartu, ironii, nie znają kontekstu. Często nie potrafią dostrzec niespójności w tym, co same mówią. Tak właśnie było w opisanej na wstępie historii. „Nie gadaj!” to w naszym domu stałe, żartobliwe powiedzonko. Podobnie jak „No co ty gadasz?”

Ot, rodzinna komunikacja jak w wielu domach, wraz z familiarnym podejściem do wzajemnej uprzejmości, nie wymagającej układności i kurtuazji, z lekkim przymrużeniem oka, za to z dużą dawką ciepła i serdeczności. Jeśli nie w słowach, to w tonie głosu, gestach i spojrzeniu. Bez tej wiedzy i w innym kontekście – może rozbawić i przerazić, jak się ci Kiełbiewscy do siebie zwracają, gdy nikt nie słucha…

Intuicja ponad regułami

Dwulatek, dopiero od niedawna pełnoprawny członek wspólnoty komunikacyjnej, zakumulował te elementy, nabytą wiedzę cząstkową (formy zwrotu do obcych osób jeszcze mu się wówczas mieszały) i przerobił na własną wersję, tak daleką od wcześniejszej, rozbrajającej dziecięcej grzeczności. Szczerą – nie krępował się spytać, gdy nie dosłyszał. Adekwatną w jego poczuciu – bo skąd miał wiedzieć, że „gadać” nie należy do kanonu zwrotów formalnych i że do obcych pań, szczególnie starszych, „mówi się”, „konwersuje” z nimi lub „ucina się pogawędkę”. I że „ona” to nieładnie o kimś obcym, starszym, szczególnie takim, który był dla nas miły? Oraz że w towarzystwie nie mówi się do jednej osoby o drugiej, zamiast zwracać się bezpośrednio do tej, której pytanie dotyczy.

Nic to, zamiast się wstydzić, pękam z dumy. Za to „Dziękuję pani”, intuicyjnie dobrze zastosowane, nie wymagające namysłu i również przecież podsłuchane u bliskich, tak jak „gadanie”. Za intuicyjne kształtowanie się dziecięcej grzeczności, takiej z życia, nie z wkładanych do głowy regułek. Bo nie ćwiczyliśmy wcześniej, przysięgam!

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Follow by Email
Facebook
Facebook
LinkedIn